piątek, 03 grudnia 2021

Matka z synem wynieśli ze sklepu kilkanaście sztuk markowej odzieży

Mokotowscy wywiadowcy zatrzymali 54-letnią kobietę oraz jej 36-letniego syna podejrzanych o kradzież markowej odzieży, wartej ponad 4000 zł. Matka wyposażona w magnes do zdejmowania klipsów oraz torbę wyłożoną aluminiową folią zagłuszającą sygnały bramek antykradzieżowych, wynosiła bluzy, bluzki, t-shirty, spodnie oraz buty i przekazywała synowi, który zabierał je do auta w garażu, po czym przekazywał torbę matce, a ta ponownie ją napełniała. Kobieta przyznała się do przestępstwa. Natomiast jej syn twierdził, że nie wiedział, iż ubrania były kradzione. Myślał, że matka je kupowała legalnie. Oboje trafili do policyjnych cel i usłyszeli zarzuty, za które sąd może ich skazać na 5 lat więzienia.

Trudno było policjantom uwierzyć w wersje, którą z pełną determinacją i aktorskim zacięciem artykułował 36-latek. Mężczyzna twierdził, że wspiera matkę finansowo, kiedy się tylko da. Był przekonany, że ona robi zakupy i przekazuje mu torby, żeby nosił je do samochodu. Nie przypuszczał, że matka je kradnie. Gdyby wiedział, dałby jej pieniądze na te rzeczy. W dniu zatrzymania specjalnie na jej prośbę pożyczył samochód z wypożyczalni, żeby zawieść ją na zakupy przez weselem.

Tymczasem z obserwacji i ustaleń policjanta, który zatrzymał podejrzanych i wezwał posiłki, wyglądało to zupełnie inaczej. Wersja mężczyzny wyglądała również mało prawdopodobna w świetle pełnego materiału dowodowego, zebranego przez śledczych przed przedstawieniem zarzutów zatrzymanym.

Jak ustalono, 54-letnia kobieta przyjechała ze swoim synem z Łodzi, specjalnie na zakupy do jednej z mokotowskich galerii handlowych. Nie miała zamiaru za nic płacić. Była dobrze wyposażona. Miała przy sobie specjalny magnes do zdejmowania klipsów antykradzieżowych oraz torbę wyłożoną folią zagłuszającą sygnały bramek. System działania duetu mama i syn wyglądał tak, że ona z torbą wchodziła do butiku z markową odzieżą. Z półek zbierała rzeczy i w przymierzalni chowała je do torby, po czym opuszczała sklep omijając bezszelestnie bramki antykradzieżowe i przekazywała je synowi, który czekał przed drzwiami. On szedł do auta w garażu podziemnym i wysypywał wszystko z torby, po czym pustą przekazywał wspólniczce. Kobieta wchodziła do kolejnego sklepu i powtarzała proceder.

Zjawisku temu przyjrzał się policjant z mokotowskiego wydziału wywiadowczo-patrolowego pełniący służbę po cywilnemu. Zachowanie starszej pani i towarzyszącemu jej mężczyźnie wydało się podejrzane. Kiedy upewnił się, że oboje mogą dopuszczać się kradzieży, wezwał patrol policji i sam podjął legitymowanie. Po okazaniu legitymacji służbowych polecił okazać zawartość bagażu. Przy żadnym egzemplarzu odzieży nie było klipsa. Podejrzani nie mieli paragonów potwierdzających zakup. Torba wyłożona była folią aluminiową. Kobieta miała przy sobie urządzenie do usuwania klipsów.

Chwilę później na miejsce przyjechali mundurowi. Policjanci sprawdzili samochód, którym przyjechali łodzianie. Wewnątrz znaleźli około 20 sztuk różnego rodzaju markowej odzieży. Właściciele butików złożyli zawiadomienia o kradzieżach. Łączna wartość zabezpieczonych rzeczy przekroczyła 4000 zł. Całość wróciła na sklepowe półki.

Kobieta i jej syn trafili do policyjnych cel. Następnego dnia usłyszeli zarzuty popełnienia szeregu kradzieży wspólnie i w porozumieniu, za co sąd może ich skazać na 5 lat więzienia.

podkom. Robert Koniuszy


Zobacz również