czwartek, 20 stycznia 2022

Obraz, który pomógł zwyciężyć

Wizerunek Matki Bożej Loretańskiej, szczególnie bliski sercu króla Jana III Sobieskiego, przybył do kościoła kapucynów przy ul. Miodowej w Warszawie, tam, gdzie spoczywa serce króla. Rodzina Radziwiłłów ufundowała kopię niezwykłego obrazu, który towarzyszył królowi podczas Odsieczy Wiedeńskiej

Do niedawna wizerunek ten można było oglądać jedynie jako „obraz w obrazie” na płótnie Jana Matejki „Sobieski pod Wiedniem”, w Muzeach Watykańskich. Po prawicy króla stoi tam bł. Marek z Aviano, kapucyn, który przed bitwą, na Kahlenbergu odprawiał mszę św., a do której służył sam król. W dłoniach trzyma wizerunek Dziewicy Loretańskiej. Na dwóch wstęgach trzymanych przez aniołów widnieje łaciński napis: „W tym obrazie Maryi zwyciężysz Janie”…. oraz „W tym obrazie Maryi, ja Jan zwycięzcą będę”.

Historia wizerunku jest fascynująca. Jak podają źródła historyczne, król Sobieski znalazł ten obraz gdzieś w drodze pod Wiedeń i zabrał ze sobą jako przepowiednię przyszłego zwycięstwa. Obraz ten uważano za cudowny. Jan przeznaczył go do kaplicy w Żółkwi ale zabierał go zawsze ze sobą, gdy wyruszał w drogę. Do śmierci królowej Marii Kazimiery był przechowywany w jej kaplicy domowej, a później opiekę nad nim przejęła rodzina książąt Radziwiłłów. Królowa Marysieńka podczas pobytu w Rzymie nakazała wykonać wierna kopię i dołączyła ją do pamiątek złożonych przez króla w Loreto. Obraz był czczony w kaplicy Zamku rodu Radziwiłłów w Nieświeżu. Obecnie znajduje się w prywatnej kolekcji państwa Radziwiłłów.

Wnuczce króla, Marii Klementynie Sobieskiej zawdzięczamy dokładną relację o znalezieniu obrazu, która zachowała się w Archiwum Watykańskim:
„Gdy się podobało nieskończonej Dobroci Boskiej, pobłogosławić broni chrześcijańskiej, pod chorągwią niezwyciężonego niegdyś Jana III, króla polskiego, w uwolnieniu Wiednia od ciężkiego i długiego Turków oblężenia, dnia 12 września 1683 r. w niedziele po święcie Narodzenia N. M. Panny: najwyższy wojska koronnego hetman Stanisław Jabłonowski, kasztelan krakowski, mąż nie tylko z rycerstwa ale i z pobożności znakomity, obchodząc z urzędnikami wojskowymi zamki i pałace, około miasta wystawione a od Turków zrujnowane i spustoszone, trafiło się, iż wszedłszy do jednego z nich pustego zamku, gdy tam i owdzie poogląda, aliści widzi pod rozwalinami murów płótno jakieś malowane, gruzem przykryte i kopytami koni tureckich zdeptane. Postrzegłszy, z gruzów wydobyć każe i przynieść. Przyniesiono – gdy rozwinie, aż tu widzi obraz N. M. Panny malowany i dwóch aniołów; jeden z jednej strony ten napis trzymający: In hac imagine Mariae vinces Joannes. A drugi z drugiej strony: In hac imagine Mariae victor ero Joannes. Zdziwiwszy się z tak niespodziewanego znalezienia, i cały wesołością zdjęty, biegnie do Króla, pokazuje obraz i całą rzecz, jak się stała, opowiada. Wszyscy dziwują się wielce, weselą i za cud poczytują: najprzód ze znalezienia, w tych okolicznościach, chwalebnego dopiero co nad Turkiem zwycięstwa. – Powtóre dla imienia Jana, – które Król nosząc, – zwycięzcą natenczas został. – Potrzecie, ze strony wynalazcy tego obrazu, gdy nie od kogo innego, ale od samegoż tego króla Hetmana, nic o tem nie myślącego, znaleziony był. /…/ Król przyjął ten obraz z wielką pobożnością i poszanowaniem, oczyścić jak tylko można było kazał, prócz znaków na twarzy, które od podeptania koni tureckich pozostały. – Tenże obraz z sobą w innych obozach wojennych miewał i w kaplicy królewskiej wystawiwszy, Msze św. przed nim miewać i litanie Loretańskie przez XX. Dominikanów śpiewać przykazał.”

Mszy św. przewodniczył minister prowincjalny br. Łukasz Woźniak, a okolicznościowe kazanie wygłosił proboszcz parafii św. Augustyna w Warszawie ks. Walenty Królak. Obecni byli również przedstawiciele rodziny Radziwiłłów, w tym książęta Maciej i Mikołaj.


Zobacz również